Postanowienia noworoczne zaczynam w lutym

Sam tytuł dzisiejszego wpisu, mówi wszystko. Tak, zaczynam realizować swoje cele dopiero w lutym. A dlaczego?
Zapraszam do lektury :)



W styczniu wszyscy, jednogłośnie, krzyczą: Nowy rok- nowa ja! Nowy rok- nowe życie! Zaczynam dietę, pójdę na siłownię, rzucę palenie, zadbam o siebie....
Sama byłam jedną z takich osób i wiecie? Mój krzyk, jakże głośny- szybko tracił na sile, tak jak i mój cały zapał. W tym roku odpuszczam styczeń- zaczynam od lutego. Może i jestem miesiąc do tyłu, ale co tam! Nie ważne kiedy, ważne by w ogóle zacząć!

Styczeń to taki depresyjny miesiąc... Wszyscy wokół chorują... (ja to się nawet trzymam, ale moje dzieci na zmianę coś łapią. Pisząc właśnie tego posta- moje dziecko leży obok z gorączką, zamiast bawić się z dziećmi w przedszkolu). Każdy narzeka na pogodę, samopoczucie, ciągłe wirusy w powietrzu. Taki nastrój i mi się udziela... Nic mi się nie chce, jestem osowiała i osłabiona- jednym słowem jestem rozlazła. I jak tu przestrzegać postanowień noworocznych? Na siłe? to najgorsze co może być- zmuszać się do diety, treningów...
Kolejnym argumentem, dlaczego nie lubię stycznia jest... brak kasy. Serio! Jestem totalnie spłukana po świętach, a to jeszcze mam w rodzinie wysyp styczniowych solenizantów. Z każdej strony wołają do mnie przeceny i wyprzedaże, a ja nie mam grosza... Mam ochotę na karnet na siłownie, ale nie... Muszę przecież przeżyć ten miesiąc. Po za tym... "heloł"!!! Na siłowniach przeludnienie, wszyscy postanowili ćwiczyć w styczniu by być fit na wiosnę.
 Może to zabrzmi śmiesznie, ale tak! Rzadko kupuję ciuchy na styczniowych wyprzedażach- i mówię to ja- osoba pisząca modowego bloga (celowo nie nazywam się blogerką, bo jeszcze tego nie czuję). Z resztą nie rusza mnie ten szał i nie podniecają bitwy o szmaty.
Muszę jeszcze zarzucić styczniowi to, że jest zimnym, szarym i burym miesiącem. Po wesołych świętach, szampańskiej sylwestrowej nocy- nadchodzi taki depresyjny miesiąc. Jest ciemno, brzydko. Nic- tylko siedzieć w domu. Po za tym- styczeń robi zawsze takiego psikusa, że moja cera wygląda najgorzej. Nie dość,że skóra przesuszona- na rękach, nogach, dłoniach, buzi. To jeszcze jakieś pryszcze, postanowiły sobie wyleź na całą twarz i jeszcze bardziej mnie zdołować...
 Jak tu wyjść do ludzi, kiedy pogoda kiepska, nic ci się nie chce i czujesz się jak kupa nieszczęścia- nie zastanawiało Was nigdy, dlaczego najbardziej depresyjny dzień w roku przypada właśnie w styczniu?
Blue Monday, czyli najbardziej depresyjny dzień w roku, w tym roku przypadł 21.01- czyli dokładnie 2 tygodnie temu. Wiesz co wtedy robiłam? Zaplanowałam sobie cały tydzień z atrakcjami. Mówię sobie- nie dam się! Blue Monday mnie nie dotyczy. Miały być zakupy, kawka z koleżanką, kino z mężem. A tu JEB! Mój pierworodny, rozchorował się na maksa. Gorączka prawie 40 stopni i plackiem leżał w łóżku, czyli co mi zostało? Gotowanie rosołu dla biednego, chorego dziecka (tak,tak- jestem ta, z tych, która wszystkich leczy rosołem) i latanie po lekarzach i aptekach, a nie zakupki, ploteczki, kaweczki. No i jak się tu nie zdołować?
A wiecie dlaczego Blue Monday, przypada akurat w trzeci poniedziałek stycznia? (powtarzam: stycznia, nie lutego, marca czy lipca. STYCZNIA)
Bo w trzeci poniedziałek stycznia, większość postanowień noworocznych idzie w nie pamięć, mamy wyrzuty sumienia, że nie dotrwaliśmy do końca, że nie dotrzymaliśmy słowa. Ha! I widzisz? Po co zaczynać w styczniu? Żeby się dołować? 

A więc ja zaczynam w lutym :)

Tak, jak większość- zaczynam dietę i treningi.
Mam plan- planowania, a mianowicie: chcę nauczyć się planować i trzymać się tego, np. w poniedziałek zaplanuję całe menu na przyszły tydzień, czy też jakieś wydarzenia lub systematyczne wpisy na blogu.
Chcę zadbać o siebie bardziej- nie tylko poprzez zdrowe odżywianie i zwiększonego ruchu, ale także o bardziej kobiece sprawy. Typu systematyczny fryzjer, ładny i schludny ubiór, zadbanie o cerę czy spełnianie swoich marzeń.
A z tych przyziemnych-  mój plan to remont w mieszkaniu. Boje się tego okropnie, ale muszę się zebrać w sobie i spełnić to postanowienie w tym roku. 
Po za tym chcę być lepszą wersją siebie, chcę być lepszą żoną, mamą, pzyjaciółką czy koleżanką. Tak poprostu.


A ty? Kiedy zaczynasz? A może już trwasz w postanowieniach? Jak Ci idzie? 
Trzymam kciuki :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 U Pani Nero , Blogger